piątek, 25 listopada 2011

Prawdziwe kłamstwa - Prolog

Siedziałam w ogrodzie pustego już domu od dobrych trzech godzin, choć miało mnie tu dawno nie być. Mokra od nieustannie spadających kropel deszczu wpatrywałam się beznamiętnie w papier. Nie przeszkadzało mi zimno. Obserwowałam, jak z sekundy na sekundę starannie napisane zdania zamieniały się, pod wpływem wody, w niezgrabne szlaczki. List, który nigdy nie został wysłany właśnie przestał istnieć. Może to i lepiej. Wstałam i nie zważając na pogodę ruszyłam przed siebie. Musiałam jeszcze raz, ostatni, pójść w to miejsce. Miejsce, w którym wszystko się zaczęło.


Ulica była pusta. Nie zwracałam na to uwagi, choć gdyby nie deszcz byłoby to niepokojące jak na tą porę dnia. Mimo spacerowego tempa szybko doszłam tam, gdzie zamierzałam. Nie weszłam do środka. Przylgnęłam twarzą do szyby penetrując wzrokiem całe pomieszczenie. W barze znajdowało się parę znajomych mi osób. Nie o nich mi jednak chodziło. Posmutniałam. Miałam nadzieję, że tam będzie. Nieważne czy sam, czy z kimś. Chciałam po prostu zobaczyć go po raz ostatni. Nie było mi to dane, co utwierdziło mnie tylko w przekonaniu o słuszności podjętej decyzji.

Postałam tak jeszcze parę chwil i zrezygnowałam. Odwróciłam się i skierowałam do centrum. Na dworzec. Musiałam przyznać, że pogoda mi sprzyjała. Nawet gdyby ktoś z jakiegoś powodu chciał mi się bliżej przyjrzeć nic by nie zauważył. No może jedynie nieco rozmazany makijaż, co można było spokojnie przypisać kroplom deszczu.

Miałam przy sobie wszystko co było mi potrzebne, więc, żeby nie musieć przechodzić przez park, który był jednym z tych miejsc, od których obiecałam sobie trzymać się z daleka, złapałam pierwszą lepszą taksówkę. Nie robiłam tego często, zazwyczaj bowiem zawoził i odwoził mnie szofer. Tak czy inaczej na dworzec dotarłam po niecałych dwudziestu minutach. Bez zastanowienia podeszłam do kasy i kupiłam bilet do Mediolanu. Jako, że miałam do pociągu jeszcze trochę czasu, więc pokręciłam się trochę po dworcu, ze zdziwieniem stwierdzając, że ludzie mi się dziwnie przyglądają. Poszłam więc do toalety, by sprawdzić jak wyglądam. To co zobaczyłam w lustrze było mną, no może z paroma wyjątkami. Zazwyczaj idealnie wykonany makijaż sprawiał wrażenie, jakby mi spływał z twarzy, a ułożone w artystyczny nieład włosy przypominały długie mokre kłosy. Okropny widok, jednak nie miałam czasu na poprawki. Zapowiedzieli mój pociąg, więc biegiem ruszyłam na peron. Nie mogłam pozwolić sobie na czekanie do następnego, musiałam wyjechać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz